Spis treści:
-
- Spór między zamawiającym a wykonawcą
- Jakie możliwości mają wykonawca i inwestor?
Choćbyśmy skonstruowali możliwie najbardziej dokładną, kazuistyczną umowę, napisali szczegółowy opis przedmiotu zamówienia, stworzyli niemal doskonałą dokumentację projektową – praktyka realizacji inwestycji budowlanej pokazuje, że „życie bywa bogatsze”. Nierzadko zdarzają się szczególne okoliczności lub problemy, które wymykają się sztywnym ramom przepisów i regulacji kontraktowych. Każda ze stron prezentuje wówczas swoje argumenty, czemu dany obowiązek (np. pozyskania określonych zgód czy wykonania określonych prac) powinna wziąć na siebie strona przeciwna. W prawie bowiem, zwłaszcza w zakresie realizacji złożonych inwestycji, w dużym stopniu operujemy pojęciami nieostrymi, które musimy następnie odnieść do konkretnych sytuacji (kontekstu i ryzyka) inwestycji.
Spór między zamawiającym a wykonawcą
Jakie jest rozwiązanie, gdy każda ze stron ma inne zdanie na temat tego, komu przypisać dany obowiązek, i sytuacja ta wpływa na możliwość dalszego realizowania inwestycji? Przykładowo: wykonawca stoi na stanowisku, że wykonanie określonych prac (bez których nie da się kontynuować zadania) stanowi robotę dodatkową, i oczekuje tym samym wpierw ich formalnego zlecenia przez inwestora w formie aneksu do umowy, w tym ustalenia wysokości należnego wynagrodzenia dodatkowego. Zamawiający zaś uważa, że obowiązek wykonania takich prac mieści się już w pierwotnej kwocie ryczałtu uzgodnionego w umowie za wykonanie zamówienia, w związku z czym uznaje, że prace te wykonawca powinien zrealizować na bazie pierwotnej umowy.
Często w takiej sytuacji każda ze stron przyjmuje strategię „czekamy, aż druga strona ustąpi”. Problem jednak w tym, że inwestycja w tym czasie nie tylko stoi, ale wręcz zaczyna generować dalsze koszty: utrzymania placu budowy, zabezpieczenia robót, ryzyka opóźnień lub odstąpienia od kontraktu przez jedną lub drugą stronę, potencjalne kary umowne. W konsekwencji oznacza to długotrwały brak możliwości dokończenia inwestycji i generuje rachunek, który prędzej czy później ktoś będzie musiał zapłacić. Pytanie tylko kto. Odpowiedź na nie może ujawnić się po bardzo długim czasie, uzyskaniu opinii biegłych i przeprowadzeniu skomplikowanego procesu sądowego, co w realiach polskiego systemu sądownictwa trwa zwykle co najmniej kilka lat.
Jakie możliwości mają wykonawca i inwestor?
Co jednak zrobić, gdy spór o dany obowiązek rzeczywiście blokuje postęp prac, jesteśmy przekonani o zasadności naszego stanowiska i nie zamierzamy z niego rezygnować, a jednocześnie nie jest naszym zamiarem ani trwanie w stanie permanentnego zawieszenia, ani zrywanie kontraktu? Niestety raczej nie ma tu rozwiązań idealnych.
W praktyce wykonawcy nierzadko sięgają w takich wypadkach po rozwiązania kodeksowe dotyczące tzw. nienależnego świadczenia, decydując się na wykonanie spornego obowiązku „z zastrzeżeniem”. Wyraźnie wskazują wówczas, że obowiązku tego nie uznają za swój, ale podejmują działania, by nie blokować inwestycji, przy jednoczesnym zastrzeżeniu sobie prawa roszczenia zwrotu poniesionych z tego tytułu należności. To rozwiązanie jest jednak dalekie od idealnego, bo wiąże się z koniecznością wyłożenia przez wykonawcę środków własnych bez pewności faktycznego ich odzyskania (a co najmniej odzyskania ich dopiero po dłuższej batalii sądowej). Z perspektywy inwestora gama dostępnych środków będzie pewnie jeszcze mniejsza, jeśli wykonawca twardo obstaje przy swoim, a jednocześnie inwestor nie jest zainteresowany rozwiązaniem umowy i poszukiwaniem innego podmiotu do dalszej realizacji inwestycji.
Pewnym pomysłem, który poddać można pod rozwagę, jest podjęcie przez strony mediacji, w ramach której ustalą choćby tymczasowe zasady działania i zarządzenia zaistniałym sporem. Mogą one objąć np. zakres prac i czynności, które każda ze stron godzi się wykonać, lub sposób rozsądzenia, która ze stron ma rację – np. w sprawach technicznych (czy możliwe jest powołanie przez strony wspólnego eksperta, którego analizę uznają za rozstrzygającą). Zastosowanie tego pomysłu będzie jednak w dużej mierze zależne od natury zaistniałego sporu i stopnia otwartości obu stron na rozwiązania polubowne.
Często rozwiązaniem najgorszym jest brak decyzji. Budowa nie znosi próżni, a każda niepodjęta decyzja działa na niekorzyść obu stron. W praktyce oznacza to eskalację konfliktu, który z technicznego sporu o obowiązek szybko zmienia się w wielowątkowy spór o pieniądze, terminy i odpowiedzialność.
Autor
Agata Wujewska
Radca prawny, lider Zespołu Budownictwo, Infrastruktura, Transport w Kancelarii Radców Prawnych Brudkiewicz, Suchecka S.K.A.